TOMASZ RACKI: Wielkanocy nie będzie

Dziś już wtorek Wielkiego Tygodnia. Już, bo przecież okna przydałoby się umyć i zakupy trzeba zrobić. Mięsa nie ma, a rodzina przyjeżdża. I jajek na pisanki jeszcze nie kupiłem. I odkurzyć, chociaż przed chwilą sprzątane było, ale kurzy się na wiosnę niemiłosiernie. Dziś dopiero wtorek Wielkiego Tygodnia. Dopiero, bo zanim pójdę z koszyczkiem, to jeszcze trzy dni, a do rezurekcji jeszcze cztery. Kupa czasu i kupa roboty. W niedzielę Jezusek zmartwychwstanie, będziemy przy stole świętować, w telewizji coś tam powtórzyć mieli. A potem Dyngus! Byleby pogoda była!

Co to jest ta Wielkanoc? Oprócz tego, że jest wolne, że okna lśnią i że na stole jakoś więcej kotletów stoi, musi być coś jeszcze. Z piętnaście lat temu pewnie powiedziałbym, że to najdłuższa noc w roku. Dziś już wiem, że nie w długości rzecz, a w tym co się stało. „Pan z martwych powstał” jak zaśpiewamy już za kilka dni. Alleluja!

Dobrze, ale tak Bogiem a prawdą, to Zmartwychwstanie było raz i tyle. A my co roku to świętujemy mając jeden wolny dzień więcej, niektórzy dwa wolne dni. Przyjeżdża rodzina, malujemy jajka. Razem gramy w gry planszowe. I idziemy do tego kościoła. W sobotę z koszyczkiem, z rana, jeszcze przed finałową rundą zmagań w kuchni. A już dzień później będzie Wielkanoc.

Przykro mi. Wielkanocy nie będzie.

Jezus poszedł na krzyż, odprawiwszy ostatnią wieczerzę ze swoimi uczniami, a potem umarł męczeńską śmiercią na krzyżu. A potem zmartwychwstał. To wszystko nie zaczęło się w sobotę rano, kiedy Chrystus był już w grobie. A kiedy Wielkanoc zaczyna się u nas?

Idziemy na rezurekcję. Godzina 5.55, za chwilę się zacznie Msza. Po niej uroczyste śniadanie. Dwa tysiące lat temu bylibyśmy tymi, którzy przyszli na gotowe – o! Pusty grób! Super! – i to by było na tyle, jeśli chodzi o nasz udział w całym wydarzeniu Zmartwychwstania. Nie było nas na ostatniej wieczerzy, nie było kiedy Jezus szedł na golgotę. Nie było nas kiedy umierał, ani kiedy wychodził z grobu. Przyszliśmy, gdy było już pozamiatane.

Niektórym może to wystarczy. Bo Wielkanoc nie ma wymiaru duchowego, bo w Zmartwychwstanie nie wierzą, bo tak wybrali. Nic mi do tego. Ale jeśli ktoś mówi „wierzę”, to nie może sprowadzić zwycięstwa nad śmiercią do samego finału tego wydarzenia. Przecież tego Zmartwychwstania nie byłoby bez skazania na śmierć, drogi krzyżowej i śmierci, a i ostatnia wieczerza miała ogromne znaczenie. Dlaczego tak lekko to wszystko pomijamy?

Bo praca, bo zmęczenie, bo dzieci, bo dom, bo goście, bo wszystko. No tak. To jest prawdziwe, realne i zrozumiałe. A przede wszystkim ludzkie. Ale Wielkanoc to upamiętnienie czegoś nieludzkiego. Bóg pokonał śmierć i mamy tego doświadczyć. Żyjąc tak jak co tydzień, trudno wskoczyć na inny wymiar.

Liturgia Triduum Paschalnego jest piękna, cenna i niepowtarzalna. Pozwala zmierzyć się z tym, co się stało, co dla nas jest niepojęte, a jednocześnie niezbędne. Może zmarnowałeś cały Wielki Post, może nawet nie zauważyłeś, że był, może obce są ci słowa „post, modlitwa, jałmużna”, ale jeśli wierzysz to masz jeszcze szansę doświadczyć Zmartwychwstania. Dziś już wtorek Wielkiego Tygodnia, dziś dopiero wtorek Wielkiego Tygodnia, możesz jeszcze przeżyć całą Mękę Pańską świadomie i od początku, a nie przychodzić na gotowe. Chcesz czy nie, bez tego Wielkanocy nie będzie.

TOMASZ RACKI