Ludzie i ludziska: Pytanie Marcinka

Spotkania są jakże ważnym elementem naszego życia. W gronie rodzinnym, z przyjaciółmi, znajomymi, podczas wyjazdów, z przygodnie napotkanymi…

Są ludzie, którzy potrafią szybko nawiązać kontakt i już od pierwszych minut mowa ich toczy się gładko, niekiedy interesująca i zabawna. Niestety, na ogół takowa nie jest. Gaduła mówi z przejęciem o sobie, swoich problemach, swojej rodzinie, żonie, dzieciach, wnukach, chorobach… Towarzystwo obok niego albo odchodzi albo z przyklejonym uśmiechem na twarzy – oznaką dobrego wychowania – udaje zainteresowanie. Z ust gawędziarza nigdy nie pada pytanie “a co u ciebie?, jak minęła twoja ostatnia podróż?, jak rodzina, praca?” Po prostu upaja się swoim gadulstwem, przekonany, że i otoczenie jest w podobnym uniesieniu.

Jako piętnastolatka poznałam pewną rodzinę, taką, co to „ostatni poloneza wodzą”. Składała się z rodziców – architektów i pięciu małych chłopaczków, z których najstarszy miał sześć lat, a najmłodszy roczek. Spędzałam wakacje na Mazurach i w sąsiedztwie wynajęła dom ta właśnie rodzina. Zapraszali mnie do siebie, dorośli wkrótce kazali sobie mówić po imieniu, co było dość awangardowe na owe czasy, i często z nimi jadałam posiłki. Czułam się przy ich stole jak za czasów mickiewiczowskich. Wprawdzie wtedy dzieci, kiedy już stołowały się z dorosłymi, to miały przykazane milczenie wg. zasady „ryby i dzieci głosu nie mają”, a w tym domu zaniechano tego staropolskiego obyczaju i wspólne posiłki były okazją do wymiany myśli. Przy tylu maluchach zdawałoby się, że było rzeczą niemożliwą zachować respekt dla wypowiedzi poszczególnego członka rodziny. A jednak było to przestrzegane! Ze zdumieniem obserwowałam tych malców, którzy – wprawdzie niecierpliwie – przysłuchiwali się przemowie braciszka, nie mogąc jej przerwać, gdyż jedynie rodzice byli upoważnieni do jej zakończenie słowami – a teraz kolej na… i tu padało imię następnego chłopca. Czasami, gdy wywód był ciut przydługi, a rodzice nie reagowali, rozlegało się niecierpliwe – przepraszam, czy mogę przerwać?

Pewnego razu, podczas spaceru, jeden z chłopczyków – czteroletni Tymek, zaczął mi coś opowiadać z wielkim przejęciem. Mówił dosyć długo, spiesząc się bardzo, gdyż chciał wyrzucić z siebie nagromadzone tego dnia niezmiernie ciekawe przeżycia. Jego starszy brat, Marcinek, stał tuż obok i też pragnął podzielić się ze mną równie fascynującymi przygodami, lecz nauczony przez rodziców, wiedział, że nie należy wpadać w słowo rozmówcy. Pociągnął więc brata za spodenki, raz i drugi i gdy ten odwrócił się do niego i przerwał potok słów, Marcinek z bardzo poważną miną zadał pytanie “Czy ty uważasz, że to Beatkę interesuje?”

Nie będę rozwijać co działo się dalej, natomiast pytanie Marcinka zapadło mi głęboko w pamięć. Gdyby każdy z nas się do niego stosował? Opowiadamy z przejęciem o swoich problemach, a nie zadajemy sobie pytania, na ile są one ciekawe dla innych?

BEATA GOŁEMBIOWSKA
„Gazeta – Dziennik Polonii w Kanadzie”
www.gazetagazeta.com/wszystko
www.beatagolembiowska.studiobim.ca