Heja Norge

Artyści

Autobusem nr 30 o napędzie ekologicznym, czyli elektrycznym do centrum, gdzie wielki niedźwiedź polarny (zapewne) pilnuje dworca głównego. Stamtąd metrem kilka przystanków do muzeum Muncha. I drobne rozczarowanie, ponieważ sala z kultowym „Krzykiem” jest w remoncie. I po krzyku. Trzeba się zadowolić kilkoma innymi wielkimi obrazami w jedynej, dostępnej sali wystawowej. Urzeka „Słońce”, na całą ścianę. Artysta musiał mieć do dyspozycji pracownię o wyjątkowych wymiarach. Na innych ścianach kilkanaście płócien z ręki mistrza, z których mnie najbardziej zainteresowało dzieło pn. „Bohema ”. Nie zdołałem ustalić, czy powstało owe dzieło w Berlinie, gdzie artysta przebywał w gronie cyganerii artystycznej m.in. w towarzystwie Stanisława Przybyszewskiego, Dagny Juel, jego żony, którą sprzątnął nasz rodak Augustowi Strindbergowi. Na obrazie widzimy towarzystwo w knajpie, jest tam też kobieta. Kto wie…

Kolejne rozczarowanie przy wyjściu. Obsługa dziękuje najuprzejmiej za odwiedziny w muzeum i zabiera mi z rąk informator o obrazach przeze mnie oglądanych. Czyni to w stosunku do każdego zwiedzającego. Dziwna sprawa – gdyby ów informator, w języku angielskim, był kolorowy, na kredowym papierze, z pełnym opisem muzeum, ale były to dwie kartki ksero. Niestety, obsługa to nie artyści…

Powrót metrem ale nieco dalej, choć w centrum, stacja Teatr Narodowy. Stamtąd do Muzeum Ibsena. Kamienica mieszczańska, w której zakupił mieszkanie po powrocie z Italii, Niemiec i Szwajcarii. Tu napisał ostatnie dramaty: „Johan Gabriel Borkman” i „Gdy wstaniemy z martwych”. Mieszkanie wygląda tak jak gdyby przed chwilą pisarz wyszedł na spacer, do parku przez pałacem królewskim, albo na lunch, spotkać się z Edwardem Munchem – obaj panowie inspirowali się twórczo, wiele w nich było wspólnych inicjatyw, nie tylko artystycznych.

Gabinet pracy, na biurku drobiazgi, niezbędne do pisania, w stołowym stół i cztery krzesła, – dramatopisarz niechętnie przyjmował gości. Najlepszym jego rozmówcą była własna żona, Zuzanna. Długim korytarzem do wyjścia. I po schodach, jak klasyk dramatu, mieszkaniec Christianii.

W parku

Gustawa Vigelanda, a w zasadzie jego części, trwają prace konserwatorskie. Niewielka część ogrodzona, większość otwarta. Miejsca tylu rzeźb, tak wielkiej twórczości artysty zgromadzonej w jednej przestrzeni parkowej nigdzie dotychczas nie wiedziałem. Ale skoro połowę swego życia artysta poświęcił na stworzenie kompozycji rzeźbiarsko-ogrodowej w Parku Frogner, zwanym dziś Parkiem Vigelanda, projekt musiał być imponujący. Postrzegany jako twórca rzeźb symbolicznych jest Vigeland admiratorem sztuki emocjonalne w swoim wyrazie, bezpruderyjnej, nagiej. Istotą człowieka jest bowiem ciało, przez nagie ciało człowiek wyraża swoje emocje. Prawdopodobnie konserwatywni krytycy sztuki doszukiwać się będą w tej twórczości innych akcentów…

Wsiadamy więc w autobus ekologiczny i drażnimy swoją wyobraźnię, mając jeszcze przed sobą Viking Ship Museum, Fortecę Akershus, pałac królewski, katedrę luterańską i katedrę św. Olafa – rzymskokatolicką, nowy gmach opery – architektura tej budowli przypomina marmurowe klify. A co z Holmenkollen, zielonym dachem miasta? Zostawiamy z boku naszych wędrówek. Trzeba by przyjechać na miesiąc, nawet dłużej, a nie na kilka dni.

„Extra Brodnica”
Tekst i fot. Bogumił Drogorób
Fot. W Muzeum Kon-Tiki